son

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą supernatural. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą supernatural. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 2






Obudziło mnie ciepłe, jasne światło przedzierające się przez moje, na wpół przymknięte powieki. Zamrugałam kilka razy zanim dotarły do mnie wspomnienia. Poderwałam się gwałtownie, i poczułam silny zawrót głowy. Opadłam ponownie na ziemie.
- Czy jestem w niebie? - zapytałam sama siebie chrapliwym głosem. Wszystko mnie bolało, zastanawiałam się, czy to od spania na ziemi, czy może jestem ranna, ale jeżeli jestem, to jakim cudem jeszcze żyję? Odruchowo dotknęłam delikatnie brzucha, wyczułam jednak jedynie stwardniały materiał sukienki. Żadnego bólu, nic.
- Co...? - jęknęłam tym razem powoli przewracając się na bok. Ujrzałam znajome mi drzewo, zza którego przebijało dopiero co wschodzące słońce. Skoro jest już ranek musiałam leżeć tu od wczoraj, ale.. jak? Czemu? Potarłam skronie próbując to pojąć. Robb, randka, nóż wbity w mój brzuch, nic z tego nie miało sensu. To musiał być sen, jakieś urojenia. Czemu niby Robb chciałby mnie zabić?
- O mój Boże - zakryłam usta dłonią, przypominając sobie jego czarne oczy. On jest demonem. Skoro próbował mnie zabić, czemu jeszcze żyję? Czemu mnie tu zostawił? Usiadłam rozglądając się. Zauważyłam pomięty koc, cały zalany brunatną zaschniętą cieczą, jego torbę ,nóż noszący ślady krwi,, i coś jeszcze. Coś się paliło? Na kolanach przysunęłam się by móc przedrzeć się przez dym i dostrzec jego źródło. Moja ręka natrafiła na sygnet, który podarowałam Robbowi pół roku temu na jego urodziny. Przesunęłam wzrokiem dalej i poczułam jak moim ciałem wstrząsa dreszcz. Przede mną leżało zwęglone ciało.
- Nie! - krzyknęłam drżącym głosem, jak najszybciej się odsuwając, nim się zorientowałam pochylałam się nad przepaścią ,opierając dłoń o drzewo i wymiotując. Moja głowa, nagle stała się zbyt ciężka bym mogła zachować pion i obsunęłam się bezwładnie na ziemie - Robb... - jęknęłam.

***

Gdy ponownie się ocknęłam, słońce było już wyżej, bezlitośnie mnie oślepiając. Nie wyczuwałam już dymu, ale gdy odkręciłam w tamtą stronę głowę, zwęglone szczątki nadal się tam znajdowały. Poczułam mdłości, jednak tym razem mój żołądek był pusty i skończyło się jedynie na torsjach. Podniosłam się tym razem całkowicie ,stając na drżących gołych stopach. Uważnie się sobie przyjrzałam. Moja niegdyś bladoróżowa sukienka, teraz była prawie że czarna od zaschniętej krwi. Zaczęłam w popłochu obmacywać swoje ciało, ale nie znalazłam nic. Nawet zadrapania. Pokręciłam głową analizując sytuacje. Oprócz mnie i zwłok Robba nikogo tu nie było. Podeszłam bliżej niego by nabrać pewności ,że to na pewno on.
Nie miałam złudzeń.
Mimo zwęglonego ciała można było dostrzec podobieństwo. Zakryłam usta dłonią by stłumić kolejne torsję i odwróciłam się. Wyczułam stopą coś zimnego. To był nóż, który mogłabym przysiąc widziałam wbity w moje ciało. Podniosłam go delikatnie i obejrzałam dokładnie. Wyglądał na stary, miała bardzo zdobny trzonek i srebrne ostrze. Przypominał jeden z tych, które widuje się w filmach przy rytuałach. Przypominając sobie o czymś, wolną ręką dotknęłam boku swojej sukienki. Zawsze gdy zakładałam sukienkę, lub jakikolwiek strój bez kieszeni, wkładałam telefon pod boczny pasek stanika. Była to dobra i bezpieczna skrytka.
Z ulgą wyjęłam go i trzęsącymi się palcami wybrałam numer taty. Ten na który kazał mi dzwonić, ten który zawsze miał być dla mnie dostępny.
- Dalej, dalej - powtarzałam, przykładając telefon do ucha.
- Tu Jhon Winchester, nie mogę odebrać, jeśli to pilne zadzwoń do mojego syna Deana: 785-555-0179, on Ci pomoże - usłyszałam i momentalnie gula w moim gardle się powiększyła. Coraz bardziej zdenerwowana wybrałam numer Deana. Zapewne są razem, jeżeli nie tata, to Dean na pewno odbierze.
- Proszę, proszę – płakałam, czekając na połączenie
- Tu Dean Winchester jeśli to nagły wypadek zostaw wiadomość, oddzwonię - nie mogłam wydusić z siebie słowa, płacząc opadłam na kolana. Nie poradzę sobie sama, nie wiem co mam robić. Co w ogóle robi się w takiej sytuacji? Czy ktokolwiek kiedyś był w takiej sytuacji? Wątpię by codziennie Twój chłopak okazywał się być demonem, który chcę cię zabić. Popadłam w panikę. Mimo ,że nie chciałam mieszać w to Sama, wiedział on więcej na ten temat ode mnie. Wybrałam jego numer, tracąc już jakąkolwiek nadzieję. Nie mogłam się uspokoić, z każdym kolejnym sygnałem popadałam w coraz większy lament.
- Emma? - usłyszałam pod drugiej stronie i miałam ochotę zacząć krzyczeć ze szczęścia, tak jakbym widziała go przed sobą
- Sssam.. - wyjąkałam próbując opanować swój głos.
- Emma co się stało? - jego ton się zmienił, usłyszałam jak się podnosi. Złapałam oddech i wydusiłam z siebie jednym tchem
- Robb próbował mnie zabić - całkowicie zapomniałam ,że Sam nie wie kim Robb jest ,ale nie myślałam o tym wtedy byłam zbyt zdenerwowana.
- Co? Kim jest Robb?... EMM.GDZIE.JESTEŚ? - dodał już powoli, wręcz robiąc diametralne przerwy.
- Nna polu... jakimś wzgórzu.. gdzieś za szkołą - szepnęłam rozglądając się - Jego oczy były czarne - dodałam krzykiem, całkowicie tracąc nad sobą panowanie.
- Emm musisz się uspokoić, gdzie on teraz jest? Czy jest z tobą? - zapytał, a ja usłyszałam w tle głos Deana
- On....on jest .. on nie żyję - wyszeptałam odzyskując w jakimś stopniu trzeźwość umysłu, przymknęłam powieki by opanować ciało. Zaczęło mnie coś trapić - Sam, czy Dean jest z tobą? - to było wręcz absurdalne. Skąd Dean miał się wziąć w Stanford?
-Tak Emm, jest tutaj. Posłuchaj mnie bardzo uważnie, wróć do szkoły, i zostań tam, rozumiesz? Przyjedziemy jak najszybciej ,obiecuję. - słysząc troskę w jego głosie moje ciało się rozluźniło, pokiwałam najpierw głową zanim odszepnęłam do słuchawki - Tak rozumiem, pośpieszcie się.
Słyszą ciche pikanie, odsunęłam powoli telefon od ucha i pustym wzrokiem wpatrywałam się w obraz przede mną. Musiałam szybko coś wymyślić, wiem to, ale nagle ogarnęła mnie nie moc. Mogłabym tak stać i umrzeć nic nie czując. Czas stanął, a moją głowę ogarnęła pustka. Nie miałam siły, nie miałam motywacji, nie miałam nic co zmusiło by mnie by cokolwiek zrobić. A jednak moja ręka mimowolnie się uniosła i ujrzałam nóż w swojej dłoni. Odbijające się od niego światło dzięki krwi miało piękny rubinowy kolor. Spojrzałam na leżące przede mną zwłoki, później na sygnet i wtedy coś do mnie dotarło. Było to niczym wiązka nadziei w starciu z ciemnością w moim sercu, która oświetliła mi jakiś punkt, cel.
- ”Demon to tak naprawdę czarna kupa dymu która opętuje człowieka bez jego zgody”- słowa Deana, który w dzieciństwie opowiadał mi swoje przygody, przyszły niespodziewanie. I tak samo jak opuściły mnie wszelkie siły by dalej żyć, tak nagle pojawiło się coś by jednak się nie poddawać.
Musiałam się dowiedzieć czemu właśnie ja? Czemu demonom zależało by mnie zabić? Czy to z powodu mojej rodziny? A może ma to związek z moją mamą? Jakoby ten powód nie był, wiedziałam ,że muszę poznać prawdę tak samo, jak muszę się dowiedzieć czemu jeszcze żyję. I co wydarzyło się wczorajszego wieczora.
Zacisnęłam mocniej obie dłonie i ruszyłam w kierunku torby Robba. Znalazłam tam jego bluzę, którą szybko na siebie zarzuciłam. Łapiąc powietrze ustami, by nie wdychać jego zapachu. Złapałam za zakrwawiony koc i wepchnęłam go do torby. Spojrzałam w pośpiechu na zwłoki, musiałam je ukryć. Ostatnim razem gdy zaginął student, szukało go pół szkoły. Do tej pory zapewne już zgłoszono nasze zaginięcie, chyba że ten potwór zaplanował wszystko i załatwił nam przepustki.
Po przykryciu go gałęziami, oraz po obmyciu widocznych spod bluzy części ciała pokrytych krwią ,złapałam za swoje buty i ruszyłam biegiem w stronę szkoły. Miałam zamiar wrzucić jego ciało do rzeki, ale byłam pewna ,że moi bracia będą chcieli mu się przyjrzeć. Być może oni będą wiedzieć co się stało. Przed szkołą rozejrzałam się dokładnie, czy nikt mnie nie widzi i przeszłam pod siatką. Dziedziniec szkoły wyglądał zwyczajnie, był opustoszały jak to zwykle o tej porze. Wszyscy byli na zajęciach, w pokojach, lub innych miejscach. Jedynie niewielkie grupki osób gnieździły się na ławkach. Przechodząc jak najdalej od nich, wślizgnęłam się do swojego akademika. Biegłam jak najszybciej umiałam, byle by tylko nikt mnie nie zaczepił.
Wpadłam do pokoju zatrzaskując i zaryglowując za sobą drzwi. Molly nie było, zapewne uznała ,że tą noc spędziłam z Robbem. Złapałam za jakieś ubrania i czym prędzej wpadłam pod prysznic. Gdy byłam już przebrana i czysta ,wrzuciłam zakrwawione ubrania do torby, w której już był upchnięty koc. Zaczęłam pośpiesznie się pakować ,wrzucając wszystko na oślep do walizki. Nie miałam zamiaru tu zostawać.
Chodząc w kółko po pokoju miałam nadzieję ,że Molly nie wróci tu przed przyjazdem moich braci, nie chciałam się jej tłumaczyć, ani stawiać jej w niezręcznej sytuacji. Zostawiłam jej na poduszce krótki list, w którym w skrócie wytłumaczyłam ,że musiałam nagle wyjechać. Wymyśliłam śmierć jakiegoś wujka, bowiem Molly nie wiedziała czym zajmuję się moja rodzina i nie miała się dowiedzieć. To była zasada numer jeden mojej rodziny, robimy co robimy i utrzymujemy to w tajemnicy. I choć sama nie byłam łowcą, to moja rodzina była i musiałam ich chronić za wszelką cenę, tak jak oni teraz ochronią mnie.

***

Przyjechali po kilku godzinach, tuż przed końcem zajęć Molly. Wiedziałam ,że musieli jechać naprawdę szybko, tak więc nie miałam żadnych pretensji. Chciałam jedynie przestać być w tym wszystkim sama. Oprócz Deana i Sama, przyjechał także Bobby. Brakowało taty, ale nie przejmowałam się tym na tą chwilę. Najpierw ujrzałam ich w oknie, po chwili usłyszałam charakterystyczne pukanie, które pamiętałam z czasów gdy czekałam na ich powrót w motelowym pokoju. To był nasz sygnał. W pośpiechu odsunęłam krzesło spod klamki, otworzyłam zamek i uchyliłam drzwi. Widząc przed sobą zaniepokojoną twarz Deana, rzuciłam mu się w objęcia
- Ciii.. już dobrze - jego silne ramiona objęły mnie, a dłonie delikatnie masowały po plecach. Po chwili puściłam go i tak samo objęłam Sama, a na koniec Bobbiego. Bez słowa zabrali moje bagaże i wspólnie wyszliśmy na dzieciniec.
- Dasz radę nas tam zaprowadzić? - spojrzałam na Sama kiwając twierdząco głową. Dean załadował moje rzeczy do impali i wspólnie ruszyliśmy za teren szkoły.
Nie pamiętam jak pokonałam tą drogę, ale nagle zauważyłam Te drzewo i Tą stertę gałęzi.
-To tam - wskazałam palcem, sama się zatrzymując. Sam delikatnie poklepał mnie po plecach wymijając mnie.
- Zostań tutaj - szepnął, a ja nie miałam zamiaru protestować.
Stojąc sama pod wzgórzem, przyglądałam się jak oglądają dokładnie ciało. Jak gestami analizują sytuacje. Jak Dean widząc ilość krwi na trawie klnie pod nosem. Jednak najgorsze było zagubienie na ich twarzach. Nie mieli pojęcia co się tam stało, jakim cudem on spłonął, jak ja to przeżyłam. I choć w mojej opowieści ominęłam część o tym jak mnie dźgnął, to mimo wszystko nie powinnam była przeżyć. Nie miałam szans. Bobby ściągnął z głowy swoją znoszoną czapkę i przyłożył dłoń do ust. Mimo swojego wieku i największego z nas doświadczenia, był tak samo bezradny jak my. Dean spojrzał w moją stronę, a ja poczułam jak po moim policzku spływa łza. Nie! Nie pozwolę by śmierć, a raczej zabójstwo Robba uszła tym czarnookim suk**synom bez kary. Zapłacą za to. Zapłacą za to życiem. Ale co jeśli.. co jeśli Robb nigdy nie był sobą? Co jeśli to od początku był ich plan? Świat przed moimi oczami zawirował, ostatnie co zauważyłam to Sam łapiący mnie przed upadkiem i krzyk Deana ,że zabije ich wszystkich

- Gdzie jest tata? - szepnęłam ale nie doczekałam się odpowiedzi. Świat stawał się coraz ciemniejszy i zanikał, a wraz z nim twarz Sama wyrażająca jedynie ból i ...strach. 


______________________
Będę na razie dodawać rozdziały mimo ,że nikt tego nie czyta, dla siebie samej. Mam wenę piszę. Ale nie wiem jak długo to potrwa, jestem tylko człowiekiem potrzebuję motywacji xD jak ktoś to czyta niech da o sobie znać 
Jeśli ktoś cciałby zacząć to czytać a nie oglądał nigdy SPN to niech da znać wtedy będę po prostu bardziej przytaczała to co widzowie spn już wiedzą i mogę to pomijać. 

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 1

*Wszystko zaczyna się wraz z sezonem 2, gdy umiera Jhon, a Dean i Sam przebywają u Bobbiego.*





„Nazywam się Emma Mary Winchester ,mam 22 lata. Drugie imię otrzymałam po mamie, która zmarła gdy miałam niespełna pół roku. Oprócz taty Jhona, mam także dwóch braci: Deana i Sama. Pierwszy jest starszy ode mnie o 4 lata ,drugi jest moim bratem bliźniakiem. Dean i tata są... łowcami. I to nie takimi zwyczajnymi, są łowcami potworów. Wiem jak to brzmi, ale to prawda. To jest jeden z powodów dla których postanowiłam zacząć pisać pamiętnik. Trudno jest żyć wśród ludzi którzy nie mają pojęcia na jakim świecie żyją. A tak właśnie jest. Ukrywanie tego co może czaić się w ciemnościach jest męczące, krótko mówiąc można zwariować.
Może czułabym się inaczej gdybym podróżowała z tatą i Deanem, albo przynajmniej studiowała tam gdzie Sam. Tata postanowił ,że powinnam trzymać się z daleka od tego wszystkiego. Od śmierci mamy pochłonęła go obsesja by ścigać potwora, który ją zabił, to go zniszczyło. Zaczął szkolić Deana, a później Sama. Uczył ich strzelać, walczyć ,co czym  i jak się zabija. Mój trening kończył się na podstawowej samoobronie, plus kilka dodatkowych lekcji posługiwania się nożem od Deana. Oczywiście te drugie odbywały się w tajemnicy. Gdy podrośliśmy, tata zaczął zabierać moich braci ze sobą ,zaś ja miałam rozkaz pozostać w motelowym pokoju do ich powrotu. Moja wiedza na temat potworów i tego jak się z nimi walczy, ma swoje źródło jedynie z opowieści moich braci, i książek które czytałam po kryjomu.
Któregoś dnia, Sam w końcu się sprzeciwił życiu w ten sposób i wybrał normalność. Widziałam jak trudno było tacie na to przystać, ale w końcu się zgodził. Miałam odejść razem z bratem, z tą różnicą ,że tak jak na studia Sama tacie było trudno przystać, tak na moje musiał mnie wysłać siłą. Nie chciałam ich opuszczać ,nie chciałam zostać sama. A tak właśnie się stało.
Sam dostał się na prawo w Stanford. Moim marzeniem była sztuka, udało mi się dostać na ten kierunek w Yale. Dean i tata zajęli się polowaniem w dwójkę. Odwiedzali mnie z dwa razy do roku, na moje urodziny, i w wakacje. Ale robili to coraz rzadziej, a rok temu całkiem przestali. Najrzadziej widuję się z Samem. Ostatni raz był u mnie dwa lata temu.
Jednak nie jestem aż tak samotna. Mam niesamowitą i nie powtarzalną współlokatorkę, a zarazem moją najlepszą przyjaciółkę- Molly, oraz najbardziej troskliwego, i opiekuńczego chłopaka na tej planecie- Robba. Są oni moją podporą i nadzieją ,że być może naprawdę mam szansę na normalne życie. Nie pomagają jednak w tym skandale, w które pakuje się moja rodzina. Jakiś czas temu w wiadomościach i gazetach widniało zdjęcie Deana poszukiwanego za morderstwo z najwyższym okrucieństwem. Gdy zadzwoniłam by o to zapytać, odpowiedział jedynie ,że to sprawka zmiennokształtnego. Taaak, mi to może wystarczy, ale co miałam mówić innym, którzy omijali mnie na korytarzu szepcząc, lub pytając wprost czy mam coś z nim wspólnego. Nie wiem ja...”- urwałam zdanie w połowie, gdy na stronę od pamiętnika padł cień. Podniosłam powoli głowę, i ujrzałam wkurzoną minę profesora Robertsa, który niecierpliwie tupał nogą
- Panno Winchester miałem szczerą nadzieję ,że zapisuję Panienka z takim zapałem notatki z wykładu, ale ten skończył się piętnaście minut temu, a panna ciągle ślęczy nad tym zeszytem - dodał uważnie lustrując moją twarz. Rozejrzałam się w pośpiechu z szeroko otwartą buzią. Jak mogłam to przeoczyć?
- Prze..praszam - wyjąkałam siląc się na uśmiech - Byłam tam pochłonięta tym..- spojrzałam ukradkiem na tablicę - ...wpływem sytuacji społecznej w średniowieczu na rozwój sztuki ,że musiałam zapisać swoje spostrzeżenia - wydukałam w myślach powtarzając sobie ,że muszę o tym poczytać. Na koniec znowu spojrzałam na profesora śląc mu najsłodszy, i najniewinniejszy z moich uśmiechów. Jego kąciki ust delikatnie drgnęły, i odszedł wydając pomruk zdziwienia. Odetchnęłam z ulgą czym prędzej wychodząc z sali. Zerknęłam na zegarek. Kurdę, była już 16 , na pewno spóźnię się na randkę niespodziankę z Robbem. Umawialiśmy się na nią co tydzień, wybierając na zmianę miejsce spotkania, i pozostawiając je w tajemnicy aż do samej randki. Miałam się z nim spotkać przy zachodniej granicy kampusu. Samo dojście tam zajmowało z 15 minut a jeszcze musiałam się przebrać. Przeciskając się przez ludzi pobiegłam w stronę swojego akademika.
Gdy wbiegłam do pokoju czekała tam na mnie Molly, ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma.
- I jak ty niby chcesz zdążyć? Miałaś urwać się z ostatniej godziny wykładu, a zamiast tego przychodzisz na ostatnią chwilę wyglądając jak po spotkaniu z huraganem. - złapałam oddech, i delikatnie się do niej uśmiechnęłam. Nie odpowiadając wyminęłam ją ,złapałam za sukienkę wiszącą na mojej szafie, i weszłam do łazienki. Dzisiejsza randka była specjalna, to nasza pierwsza rocznica. A w moim przypadku to naprawdę prawdziwy sukces. W swoim krótkim życiu miałam zadziwiająco wielu adoratorów, ale z żadnym nie chodziłam aż tak długo. Większość z nich odchodziła już po pierwszej randce. Nieeee, to nie ze mną było coś nie tak, ale z nimi. Tak przynajmniej twierdził mój starszy brat Dean. Każdego kandydata sprawdzał indywidualnie, dając mu do picia wodę święconą, częstując ciastem z srebrnymi sztućcami. Zazwyczaj nie był jednak tak delikatny, zdarzało się ,że bez uprzedzenia chlapał mojej randce w twarz wodą. Tak więc byłam skazana na porażki. Jednak Robba, Dean nigdy nie poznał, dzięki czemu miałam okazję sama go ocenić, i poznać. I udało się, to ten jedyny. Kocham go.
Poprawiłam dłonią bladoróżową sukienkę z koronkową górą. Włosy zostawiłam rozpuszczone, jedynie lekko je prostując. Gdy skręciłam za ostatni w tej części kampusu budynek, ujrzałam go z małym bukiecikiem białych róż. Uśmiechnęłam się mimowolnie, i podbiegłam do niego zarzucając mu ręce na szyję.
- Hej - szepnął do mnie, nie odsuwając swojej twarzy od mojej. Stykając się nosami trwaliśmy tak chwilę, aż przypomniał sobie o bukieciku - To dla ciebie.
- Dziękuje - odszepnęłam biorąc go pod rękę. - Zdradzisz mi gdzie idziemy?
- To niespodzianka - odpowiedział tajemniczo, unosząc urwaną siatkę. Przeszłam pod nią żałując ,że nie założyłam wygodniejszych butów. Przed nami widniało szczere pole.
- Będzie ci wygodniej jak je zdejmiesz - wskazał na moje buty czytając mi w myślach. Zrobiłam to, a wtedy on przyśpieszył kroku.
Zanim doszliśmy na miejsce całkowicie straciłam z oczu uczelnie, zaś słońce powoli zmierzało na zachód. Moje nogi zaś wołały o odpoczynek.
- Strasznie daleko - jęknęłam obolała, i trochę zdezorientowana
- Chciałem by miejsce było magiczne - mruknął, obejmując mnie - W końcu to szczególna okazja - dodał wyciągając z zawieszonej na ramieniu torby koc. Musiałam przyznać ,że miejsce było naprawdę ładne, wręcz romantyczne. Staliśmy na wzgórzu pod wielkim, i zapewne bardzo starym dębem, zaś w dole słychać było rzekę. Usiadłam powoli na koc, wydając odgłos zadowolenia ,że w końcu mogłam odpocząć. Robb usiadł obok mnie, chwycił w ręce moje stopy, i zaczął je masować. Przymknęłam oczy rozkoszując się tą przyjemną chwilą. Jego ręce zaczęły zmierzać coraz wyżej, aż poczułam ciepły dotyk jego szorstkich dłoni na swoich udach. Otworzyłam powoli oczy, a on nie odrywając ode mnie wzroku powoli przysunął się składając na moich ustach delikatny pocałunek. Położył mnie delikatnie i opierając się na dłoniach zawisł nade mną.
- Zamknij oczy - szepnął mi do ucha, a ja od razu wykonałam tą prośbę. Wtedy odsunął się ode mnie gwałtownie, i nim zdążyłam podnieść powieki poczułam ostry ból w okolicach brzucha. Otworzyłam gwałtownie oczy, próbując się podnieść. Ale usiadł na mnie uniemożliwiając mi to. Najpierw ujrzałam długi nóż wbity w moje brzucho, a gdy podniosłam głowę mój wzrok padł na jego oczy. Były całkowicie czarne jak u demonów o których opowiadał mi Dean. Zaczęłam krzyczeć, ale mój głos słabł. Robb, lub czymkolwiek on był, wyciągnął ostrze i zamierzył się po raz kolejny

- Pozdrów tatę - usłyszałam jeszcze, zanim moje powieki przymknęły się, a zmysły odpłynęły.  




Wstęp

Witajcie!

Zawsze zastanawiałam się, jakby to było gdyby Sam i Dean mieli siostrę. W końcu postanowiłam napisać o tym opowiadanie w stylu fanfiction. Mam nadzieję ,że komuś przypadnie do gustu.
Opowiadanie będzie pisane z perspektywy Emmy, i na niej skupione (w końcu to opowiadanie o niej), ale   swoją rzeczywistość, będzie odnosiło do rzeczywistości SPN. Wydarzenia będą się łączyć ,tak samo postacie. Jednak ze względu na to ,że dodając Emmę zmieniłam 'trochę' historię supernatural, tak więc nie zdziwcie się jeśli to co pamiętacie z serialu tutaj odbędzie się w inny sposób.
Wszystkie postacie pozostają takie same, oprócz Emmy w której postać wcieli się Nina Dobrev.

Zapraszam serdecznie. Pierwszy rozdział wkrótce